sobota, 24 stycznia 2015

Liebster Award

                     
                                          Dziękuję za nominację Mia Angella Torres

Pytania do mnie :

1. Twój idol?
Odpowiedź: One Direction
2. Piosenka, której najczęściej słuchasz, to...?
Odpowiedź: 1D - Rock me
3. Co wolisz: komedia czy horror?
Odpowiedź: Komedia :D
4. Czego się najbardziej w życiu boisz?
Odpowiedź: Niczego się nie boję.  Uważam że do odważnych świat należy... życie jest za krótkie żeby ciągle się czegoś obawiać :)
5. Od jak dawna jesteś Directionerką?
Odpowiedź: Ho ho, będzie już z 3 lata ;>
6. Uprawiasz jakieś sporty? Jakie?
Odpowiedź: Uwielbiam grać w piłkę nożną :) W wakacje nie było dnia żebyśmy ze znajomymi nie rozegrali przynajmniej jednego meczu :D
7. Czy wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
Odpowiedź: Nie.
8. Który z chłopaków 1D jest twoim ideałem?
Odpowiedz: Hm, jak najbardziej Zayn :> Choć uwielbiam wszystkich ;)
9. Oglądasz mecze piłki nożnej?
Odpowiedz: Oczywiście! Jeśli tylko jest taka możliwość oglądam prawie każdy.  Nawet podczas w wakacji w Bułgarii siedzieliśmy w recepcji i oglądaliśmy wieczorami mecze.  I uważam że najlepiej jest kibicować w dobrym towarzystwie :)
10. Masz chłopaka/dziewczynę?
Odpowiedź: Tak, mam chłopaka.
11. Lubisz pizze?
Odpowiedź: Jasne :D


                                                                      Ja nominuję :

1. http://effective-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/
2. http://unfair-fanfiction.blogspot.com/
3. http://niech-bedzie-teraz.blogspot.com/


                                                           Pytania do nominowanych :

1. Co skłoniło cię do założenia bloga?
2. Dlaczego opowiadanie akurat o takiej tematyce?
3. Jaki jest twój styl ubierania?
4. Ulubiony film?
5. Czy uważasz że powiedzenie na swoją mamę "moja stara" jest miłe?
6. Jaki jest twój ideał chłopaka?
7. Zgadzasz się że piękną mamy jesień tej zimy?  ;D
8. Piłka nożna czy ręczna?
9. Lubisz czytać książki?
10. Najważniejsza osoba w twoim życiu?
11. Najbardziej żenująca sytuacja jaka miała miejsce?


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 21

Jak to mogło się stać? Czemu nic nie pamiętam do cholery?! Boże ile ja wczoraj wypiłam? Zadawałam sobie mnóstwo pytań zakładając na siebie ubrania.  Cicho wyszłam z pokoju tak aby nie obudzić Zayna. Szybkim krokiem zeszłam po krętych schodach i udałam się do kuchni, gdzie siedziała grupka moich znajomych.
- Boże jaki tu syf - spojrzałam na salon.
Podłoga kleiła się od wylanego alkoholu,  wszędzie walały się serpentyny i resztki gumy po balonach, poprzewracane krzesła i przesunięte meble.  Jednym słowem totalna masakra.
- A może tak cześć albo pocałujcie mnie w dupe? -  Nick zwrócił mi uwagę biorąc łyk gorącej kawy.
- No przepraszam.  Cześć - uśmiechnęłam się do wszystkich, siadając chłopakowi na kolanach.
Mój mały Nickuś z aparatem na zębach i poczuciem humoru.  Nic się nie zmienił.
Choć nie miał ochoty po grubej imprezie opowiadać nam swoich kawałów.
Ucałowałam go w policzek.
- Może ktoś mi powiedzieć co się wczoraj działo? - zapytałam
Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem.
- Nie rozumiem - spojrzałam na nich pytająco - Tylko mi nie mówcie że znowu coś odwaliłam.
Po ostatniej imprezie aż bałam się co mi odpowiedzą.
- Kennedy - zaczął Niall - próbowałaś nam wmówić że jesteś wróżką.  Po czym stanęłaś na stole i skoczyłaś, ale niestety twoje skrzydła odmówiły posłuszeństwa - zaśmiał się.
- Na szczęście w ostatniej chwili cię złapałem - dokończył Luke.
- Nigdy więcej nie piję - zatopiłam twarz w dłoniach.
- To samo mówiłaś po poprzedniej domówce.
- A później? - spojrzałam na Nicka.
- Palilliśmy z Zayn'em zioło. Nawet równy z niego gość.
Moje oczy automatycznie się rozszerzyły.  Jak? Zayn?
- Co do cholery? - zwróciłam się z pretensjami w stronę Lewisa.
- Może ja już nic nie powinnem mówić - skrzywił się patrząc na resztę.
- A dalej?  Co było dalej? - byłam zdenerwowana.
- Ugh - uśmiechnęli się pod nosem - udaliście się z Malikiem w ustronne miejsce.
- Cholera.
- Aż wolę nie myśleć co się tam działo - skomentowała Kate.

Po chwili do kuchni wszedł Malik.  Ubrany w ciemne jeansy zakładał szarą koszulkę.
Skrzywił się widząc jak przytyłam się do Nicka.
- Dzień dobry wszystkim - uśmiechnął się szeroko ukazując szereg białych zębów.
Był zniewalający.
Podszedł do mnie całując w policzek.


Nadszedł ten czas kiedy musieliśmy już wracać.  Nie mogłam zostawić tej sprawy w spokoju.  Gdy tylko zamknęłam za nami drewniane drzwi. Zaczęłam...
- Myślałeś że się nie dowiem? - złożyłam ręce na klatce piersiowej.
- Nie rozumiem - powiedział do mnie bez ogródek.
- Nie bądź śmieszny Zayn. Skąd bierzesz trawkę? - przybliżyłam się wbijając paznokcie w jego ramię.
- A co? Chcesz kupić? Mogę ci polecić dobrego dilera - zakpił.
- Malik, bądź chodź raz kurwa poważny. Wiesz o co mi chodzi... pamiętasz? Pamiętasz tamtą noc.. rozmowę na murku.  Tak żałowałeś. Powiedziałeś że to był największy błąd jaki w życiu popełniłeś... właśnie narkotyki.
W jego brązowych oczach zabłyszczała złość.  Przycisnął mnie do ściany cały czas patrząc w moje źrenice.
- Co miałem Ci powiedzieć? Że nie mogę z tego wybrnąć? Że nadal biorę.  To moja sprawa. Nie wiesz jak to jest.
- A właśnie wiem Zayn! - uniosłam się - miałam ten sam problem.  Ale przynajmniej próbowałam z tego wyjść.  I zrobiłam to! Wiele ludzi myśli że życie na haju jest fajne. Tęcza, kwiatki, wszystko w kolorowych barwach.  Później tak nie jest!
- Wiem, wiem, wiem - spojrzał w podłogę by za chwilę znów podnieść wzrok na mnie - taka doświadczona dziewczynka jak ty - kpił - Śmiesz prawić mi kazania.  Żałosne.
- To nie jest żałosne Malik!  Ja się o ciebie martwię! Znam takich ludzi. Odpowiadali zupełnie tak jak ty... i wiesz gdzie teraz są?.. pod ziemią! - popłakałam się.
- Nie jestem głupi Keny! I nie musisz się o mnie martwić.  Sam sobie poradzę, nie mam ośmiu lat! I mam więcej nie słyszeć od ciebie jakiś pieprzonych kazań!  Rozumiesz?! - syknął mocniej przyciskając do ściany - Tak a propo, byłaś boska.
Wiedziałam dobrze o czym mówił i to wywołało u mnie obrzydzenie.
Odepchnęłam chłopaka od siebie i trzasnęłam rozpostartą dłonią o jego opalony policzek.
- Skończ! I nie będziesz mi rozkazywał - oznajmiłam pewna siebie.
Przyparł moje nadgarstki z dużą siłą o ścianę spojrzał ciemnymi tęczówkami w moje przerażone wtedy oczy.
Puścił i wyszedł z pokoju wykrzykując głupie "spierdalaj". Słyszałam tylko jego kroki po schodach i pożegnania z paczką aż do huknięcia drzwiami. Miałam ochotę go zabić...

-----------------------------------------------------------------------------------------

Witam ;) mam nadzieję że rozdział się spodobał i zostawcie pod nim mały ślad po sobie w postaci komentarza.  Ponieważ po raz kolejny powtarzam że każdy taki gest jest naprawdę wielką motywacją.  No cóż chyba aż tak was nie znudziłam tym razem :D
Pozdrawiam :*


niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 20


                                                          **Kilka miesięcy później**
                                                              * Początek kwietnia*

                                                   
                                                           *Z perspektywy Zayn'a*


- Kurwa! - wydarłem się słysząc po raz setny durnowatą muzyczkę dzwoniącego telefonu Kennedy - Halo?
- Hej - usłyszałem cieniutki głosik - Jest Keny?
- Zależy dla kogo - westchnąłem.
- Mówi Kate. Zayn? Pamiętasz mnie nie? - zaśmiała się.
- Jak można było o tobie zapomnieć. Kennedy nie ma.
- Ah szkoda! Zresztą to ciebie też dotyczy - zdziwiłem się - Zapraszam was na małą domóweczkę u mnie za tydzień. Poznasz znajomych Keny. Więc jak?
- No dobra, chętnie wpadniemy - zgodziłem się.
- To zajebiście! Do zobaczenia!
- No na razie - rzuciłem telefon na łóżko, od którego się odbił i pierdolnął na podłogę. Zajebiście.
Złożyłem go do kupy i położyłem na szafce nocnej.. może nie zauważy.

                                                                           ***

                                                      *Z perspektywy Kennedy*

- Boże nie chce mi się tam iść - westchnął Zayn patrząc w moje odbicie.
- Nie marudź. Będzie fajnie - pocieszyłam go robiąc roztrzepanego koka. Uwielbiałam tą fryzurę.
- Już to widzę. Tych twoich przyjaciół nudziarzy.
Spojrzałam na niego wzrokiem zabójcy.
- Moi znajomi nie są nudziarzami.. nawet jeszcze ich nie poznałeś a już ich oceniasz.
- Skończ - podszedł zdenerwowany do okna, otworzył je i zapalił papierosa.
Typowe dla jego zachowania. Zawsze się obraża o byle co, gorzej niż baba.
Przejrzałam się jeszcze raz w lusterku by sprawdzić czy to co miałam na sobie, dobrze wyglądało.
Podeszłam do niego i zamknęłam okno.
- Chodźmy już - wskazałam wzrokiem na drzwi. 

Szliśmy chodnikiem wgapiając w zapalające się lampy. Jest naprawdę ciemno jak na godzinę 19.00.
Zapięłam zamek skórzanej, czarnej kurtki gdyż poczułam lekki powiew chłodnego wiatru.  Zayn przybliżył się i posmyrał środkową część mojej dłoni, następnie splótł nasze palce i spojrzał mi prosto w oczy.
- Przepraszam - lekko się uśmiechnął.
- Jakbyś musiał przepraszać za wszystko co robisz.. wymawiał byś to słowo sto razy dziennie.
- To było szczere - spuścił głowę i uśmiechnął się pod nosem.

                                                                   
   

                                                              *Zperspektywy Zayn'a*

Powoli dochodziliśmy do  celu. Już z daleka było słychać głośną muzykę i widać wchodzących jeszcze ludzi. Przeszliśmy w grupie przez bramę i udaliśmy się do drzwi.
- Oo! Kolejni goście! Zapraszam zapraszam - czerwonowłosa dziewczyna wskazała palcem za
siebie - A kogo ja tu widzę. Kennedy - mocno się do niej przytuliła - Kate jestem - spojrzała na mnie roześmianymi oczami.
- Przecież już się znamy.
- Naprawdę? A no tak Zayn! Miło cię widzieć - pocałowała mnie w policzek.
Dopiero początek imprezy a ona już schlana.
- Idźcie na taras reszta tam siedzi.. papierosy palą, jebani zatruwacze środowiska - powiedziała to takim tonem że poprostu nie można było się nie zaśmiać.
Przeszliśmy przez duży, nowocześnie urządzony dom.
-Nick kochanie! - krzyknęła Kennedy widząc niskiego ciemnowłosego chłopaka.
Kochanie?  Kochanie? ! Nic mi nie wspominała o tym dzieciaczku.
Objęli się w głębokim uścisku szeptając coś do siebie.  Wyglądało to trochę śmiesznie, bo dziewczyna w butach na obcasach była o wiele od niego wyższa.
- Zayn, to jest mój najlepszy przyjaciel Nick - uff przyjaciel - To jest Jade - wskazała na wysoką blondynkę - Luke - przedstawiła palącego w rogu chłopaka z dziwnym wyrazem twarzy - I Niall - spojrzałem na farbowanego blondyna o drobnej posturze.
Kulturalnie podałem wszystkim rękę i do towarzystwa zapaliłem papierosa.

                                                                         ***

Impreza się rozkręciła wszyscy zadowoleni, podpici i zajarani znajdowali się na parkiecie
Siedziałem razem z Nick'em przy jednym ze stolików pijąc czystą.  Wypiłem duszkiem ostatni kieliszek. I udaliśmy się z chłopakiem na taras.  Wyjąłem z kieszeni bletkę i woreczek z trawą, skręciłem jointa, odpaliłem wziąłem dużego bucha i podałem skręta Nick'owi.  Ten z niepewną miną wziął i zaciągnął się. Wydmuchując dym z ust zaczął się dusić.
- Haha.  Pierwszy raz?
- Wstyd się przyznać - poklepał się w pierś przestając się dusić.
- E tam - zaciągnąłem się ponownie.
- Ty i Kennedy jesteście razem tak?
- Nie. Nie ufa mi. Dla niej jestem zwykłym śmieciem - wlepiałem wzrok w panującą na dworze ciemność.
- Myślisz że jakbyś był dla niej śmieciem to zabierałaby by cię tu?
- Raczej nie.
- Keny jest po różnych przeżyciach nie łatwo się oswaja. Jest tolerancyjną i rozsądną dziewczyną.  Życzę wam żebyście byli parą.  Ale jest dla mnie jak siostra i jak tylko ją skrzywdzisz. To ja cię znajdę.
- Spokojnie - zapewniłem go choć wcale się go nie bałem.  Drobny, chudy chłopczyk. Ale i tak nie mam zamiaru skrzywdzić Kennedy.
- Ile ty masz w ogóle lat?  - zapytałem z ciekawości. Wygląda na góra piętnaście.
- Siedemnaście - podałem mu skręta.
- Co ? Jakby ktoś mi to powiedział to bym nie uwierzył. Dałbym ci o trzy ewentualnie dwa lata mniej.
- Każdy mi to mówi.  No cóż ale na starość się przyda.


Patrzyłem na Keny która tańczyła z Niall'em. Boże jak on ją dotykał miałem chęć wstać, podejść do niego i obić mu mordę. Malik uspokój się.. to tylko taniec.
Poczułem że ktoś stojący za mną robi mi masaż.  Dziewczyna wyszeptała mi do ucha "choć zatańczyć przystojniaku". Odwróciłem się i zobaczyłem czerwonowłosą Kate.
Miała na sobie obcisłe, bardzo krótkie spodenki i białą bluzkę z dużym dekoltem co bardzo przypadło mi do gustu. Panienka poruszała się świetnie.  Doskonałe wyczucie rytmu.  Podziwiałem jej seksowne ruchy.  Była poprostu bombą!

                                                            * Z perspektywy Keny*

Tańczyłam z Niall'em gdy zobaczyłam tańczącego z Kate Zayna.  To super że świetnie się bawi.  Nie przeszkadzało mi że dziewczyna wiła się przed nim kokietując swoją szczupłą sylwetką której zawsze jej zazdrościłam. Jesteśmy wolni możemy robić co chcemy.

                                                                              ***

Podniosłam się zmęczona i usiadłam na łóżku.  Chciało mi się pić, no tak kac. Przeciągając
się sprawdziłam godzinę w telefonie... dziewiąta. Zdziwiłam się patrząc na swoje ciało. Nic nie pamiętałam.  Ale zrozumiałam co się działo kiedy zobaczyłam obok siebie śpiącego, rozebranego...

-------------------------------------------
Dzień dobry, cześć i czołem :D Rozdział miał pojawić się między 11  a 15 ale nie wyrobiłam się i jest o 17! :D Przepraszam :( Mam nadzieję że się spodobał.. i teraz rozmyślania kto spędził noc z Kennedy?
Raczej każdy się domyśla ;) Jakby ktoś wcześniej  nie widział to bohaterowie do tego rozdziału są w poprzednim poście.  Pozdrawiam  :**
KOMENTARZ - WIELKA MOTYWACJA

sobota, 3 stycznia 2015

Znajomi Kennedy

Kate Miller 

Nick Lewis 

Jade Harris 

Luke Wood 

Niall Horan 


Ci bohaterowie będą "grać" w 20 rozdziale który pojawi się jutro w godzinach 11.00-15.00 :)
Pozdrawiam ;*

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 19

Wstałam z łóżka i powędrowałam prosto pod prysznic.
Puściłam słaby strumień gorącej wody. Do łazienki wszedł Zayn, wystraszyłam się choć przez zaparowane szyby nic nie było widać.
- Sory! Tylko zęby umyję, nie krępuj się.
- Spoko... Zayn?
- No - słowa przytłumiła piana z pasty w jego ustach.
- O której dzisiaj jedziemy? Bo też będziemy musieli wrócić autobusem. Znowu tatuś nawalił.
- I tak bym wolał autobusem, boje się twojego taty.
- Czemu?
- Silny i dobrze zbudowany jak na biznesmena a do tego jesteś córeczką tatusia. Nie chciał bym się mu narazić. 
- Hah, dobra.  Pojedziemy po południu.
- Jak sobie księżniczka życzy - zaśmiał się.  
- Ah ty mój księciuniu - wytknęłam rękę lekko uchylając drzwiczki i wzięłam duży kremowy ręcznik i owinęłam nim ciało. Wyszłam z kabiny przeczesując mokre włosy. Zayn położył rękę w miejscu w którym ręcznik był umocniony. Lekko odepchnęłam go rękami i cofnęłam za drzwi.
- Bay - uśmiechnęłam się szyderczo i zamknęłam mu je przed nosem. 
- Kennedy - odpowiedział z zażenowaniem i walnął w nie ręką.

***

- Ja jadę do klientki, nie roznieście domu. Jak wrócę to niestety was nie będzie. Więc teraz się pożegnam. - ucałowała przemiennie moje policzki i z Zayn'em zrobiła to samo - Złociutki, już chyba w tym roku się nie zobaczymy. Zapraszam Cię na kolejne święta z nami jeśli miałbyś tylko ochotę.
- Nie wiem jak ja się pani odwdzięczę.
- Ah Zayn przestań - przytuliła się do niego - Pa skarbeczki - ucałowała mnie w czoło.
Wyszła zamykając za sobą drzwi.
- Jesteśmy sami! - objął moje uda i unosząc mnie do góry przełożył na ramię i przeniósł mnie na rękach po schodach.
- Zaayn! John jest w domu!
- A tam! - położył mnie na łóżku i zaczął rozpinać moją koszulę.
Zdjęłam mu koszulkę a ten odpiął mój guzik od spodni.
- Malik, koniec - wydusiłam z siebie gdy ten obdarowywał pocałunkami moje podbrzusze - Zayn!
Oddalił się ode mnie głośno dysząc, jego potargane włosy zasłaniały mu połowę twarzy.
Przeczesał je i biorąc koszulkę założył ją. Zapięłam z powrotem czarną koszulę z ozdobnymi kolcami na ramionach i bordowe spodnie.
- Mieliśmy się lepiej poznać - poprawiłam koka.
- Chyba już wystarczająco się znamy - usiadł naprzeciwko mnie.
- A, no tak zapomniałam że jesteś jak każdy facet. Myślisz tylko o jednym.
- Nie zależy mi tylko na tym, Keny jak patrzę na ciebie.. to wręcz nie mogę się powstrzymać.
Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju.


Wkładałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby i położyłam ją w przedpokoju. Postawiłam na stole dwa kubki z herbatą i zalałam je wrzątkiem. Usiadłam na drewnianym krześle i upiłam łyk malinowej cieczy. Usłyszałam głośne kroki Zayna schodzącego po schodach.
- Idziemy?
- Spieszy ci się? Choć napijesz się.
- Okej - rzucił torbę w kąt.
Wypiłam duszkiem resztę herbaty i wstałam z krzesła.
- Już jedziecie? - zapytał mój brat.
- Właściwie to tak, zbieramy się. Masz tu klucze, odwiedzę was jeszcze.
- Dobra siostra. Narazie. - mocno mnie przytulił  - Cześć - pożegnał się z Zayn'em robiąc z nim sklejkę.
Założyłam szary płaszcz i czarne kozaki, przełożyłam torbę przez ramię i wyszliśmy z domu.
Ulepiłam małą śnieżną kulkę i rzuciłam prosto w okno brata.
- Jakaś ty celna.
- Trening czyni mistrza - zaśmiałam się.


Przejechałam rękawiczką po wyżłobionym napisie na przystanku,"K+Z" w serduszku.
- Co to? - zapytał brązowooki.
- Kennedy + Zack, to był nasz przystanek, miejsce gdzie się pierwszy raz spotkaliśmy.
- Ta bardzo romantyczne - zironizował - Tęsknisz za nim?
- Na początku tęskniłam, teraz tylko trochę mi go brak.
- Był zwykłym skurwysynem.
- Nie mów o nim tak, musiał wyjechać.
Wyjął z kieszeni kurtki niebieskie Viceroy i odpalił jednego.


Idąc zobaczyliśmy przed bramą wymachującego rekami  Mike'a.
- Ogarnij się pajacu - podeszliśmy do niego.
- Jak tam święta? - zapytał Michael z bananem na twarzy.
- A dobrze, Zayn dostał szalik - pociągnęłam za czarno-biały materiał - A, i stał się "skarbeczkiem"mojej mamy - zrobiłam cudzysłów palcami.
- Ma się ten urok osobisty - wyszczerzył się Malik - A jak u ciebie?
- Nie uwierzysz.
- No chyba nie - popatrzył na niego jak na debila - Wal konkretami.
- Będę miał rodzeństwo.
- Hahahahahaha! Nie pierdol, znowu?
- No to już ósme.
Zachłysnęłam się powietrzem.
- Masz ósemkę rodzeństwa? - zapytałam zdziwiona.
- Niestety, pięć sióstr i 2 braci.
- Wow!

Weszliśmy za blondaskiem do jego pokoju.
- Panie które tu sprzątały, widząc jaki tu był syf, prawie na zawał padły - zaśmiała się Martha.
- To tu był dywan? - zdziwił się Mike patrząc w podłogę.
No fakt, muszę przyznać że jego pokój jeszcze przed świętami wyglądał tak jakby przeszło przez niego tsunami.


***

Siedzieliśmy na lekcji matematyki, nauczycielka wpisywała coś w dzienniku i oddawała sprawdziany.
- Williams! - podeszłam i wzięłam plik złączonych kartek. Usiadłam z powrotem na swoim miejscu.
- Co dostałaś? - zapytał po cichu Mike.
- Czwóra rozumiesz? Czwórka - byłam zadowolona z oceny bo na pewno mi się należało za te wszystkie godziny spędzone na nauce.
- Piona - wyciągnął rękę w moja stronę. Przybiłam i ze zdziwieniem zapytałam.
- Ty też dostałeś?
- Ja? Niee, dwójkę jestem z siebie dumny.
- Ta, masz powód - zironizowałam.
- Malik! - na te słowa podniosłam wzrok - Jest naprawdę źle.
Podali mu kartkę i patrząc na ocenę wrzucił ją miedzy strony podręcznika.
Włożył słuchawki w uszy i zaczął mazać coś w zeszycie.
- Zayn Malik! Natychmiast wyjmij te słuchawki - nauczycielka zwróciła mu uwagę.
Posłuchał i wyjął ale za to położył nogi na ławce.
- Malik, weź te nogi.
- Albo słuchawki albo to. Niech się pani tak nie rządzi, myśli pani że jak postawiła mi jedynkę to jest pani królową świata. Nie kurwa, mam w dupie tą jedynkę! Niech się pani jebie.
- Zayn, nie wyrażaj się! Jak tak możesz, trochę szacunku. do dyrektora! - złapała go za kaptur bluzy i poszła z nim do gabinetu.


- Za karę kazała ci odśnieżyć cały parking i chodnik? Hahaha! - Mike śmiał się wniebogłosy.
- Zamknij ryj! - stanął przed nami z niebieską szuflą.
Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać razem z nim.
- No dajesz dajesz! Samo się nie odśnieży! - dopowiedziałam.
- Ej Zayn? Może ci pomóc? Ha!
- Kurwa, dwóch debili się dobrało. Wypierdalać! - oburzył się Malik.
-Zayn, bierz się do pracy. A wy mu nie przeszkadzajcie - przez okno wyjrzała pani dyrektor i zwróciła się do nas.
- Dobrze pani Smith! - odpowiedzieliśmy jako dobrzy uczniowie.
Zaczęliśmy się z Mikem rzucać śnieżkami i po chwili lepić bałwana.
Michael postawił trzy duże kule na sobie, od największej do najmniejszej.
Last Christmas I gave you my heart. But the very next day you gave it away. This year To save me from tears. I'll give it to someone special!! - śpiewaliśmy ubierając bałwana.

- Jeszcze tylko jedna rączka! - krzyknął zadowolony Mike wbijając gałązkę w tułów bałwana- I jak Malik  podoba ci się moja nowa dziewczyna? 
- Taka dupa że ja pierdziele - zironizował chłopak. 

-------------------------------------------------------

Hej! Rozdział się spodobał? Myślę że tak :)  Kolejny rozdział najprawdopodobniej po świętach. Więc wesołych i pogodnych świąt spędzonych miło w gronie rodzinnym.

I tak na koniec specjalnie dla was - Wham! - Last Christmas









niedziela, 14 grudnia 2014

Rozdział 18

- Ulepimy dziś bałwana? - zgniatałam w rękach małą śnieżną kulkę.
- Nie - Zayn popatrzył na mnie z zażenowaniem - Jestem za stary na takie zabawy skarbie.
- Nikt nie jest na to za stary, po prostu ty jesteś zwykłym..gburem - złożyłam ręce na klatce piersiowej.
- Ja zachowuje się jak cywilizowany człowiek, a nie jak 5 letnie dziecko.
- Gbur! - oburzyłam się.
- Nie będę się z tobą kłócił myszko, idę po fajki, czekaj tu chwile - stanęliśmy obok sklepu spożywczego.
- Hm, nie masz ukończonych 18 lat więc ci raczej nie sprzedadzą.
- Ah - zaśmiał się i wyjął z kieszeni skórzanej kurtki małą plakietkę zwaną dowodem osobistym - Chyba raczej sprzedadzą -  wyszczerzył się.
- Oszust.
- Ale za to jaki sprytny - uśmiechnął się i zniknął w głębi sklepu.
Stałam oparta o szarą ścianę budynku i patrząc na spadające płatki śniegu. W okolicy nikogo nie było, cisza jak makiem zasiał. Nagle usłyszałam obok siebie dźwięk rozbitej szklanej butelki, odwróciłam się w tę stronę.
- Mówiłem że się jeszcze spotkamy - przed sobą ujrzałam osobę która była na szarym końcu mojej listy "Osoby z którymi chciałabym się dziś zobaczyć".
- Mark, możesz się ode mnie odpierdolić już raz na zawsze? - oddaliłam się od niego.
- Oj nie, nie, nie - Podbiegł i złapał mnie za kołnierz kurtki - Nie daruję Ci, przez ciebie siedziałem w poprawczaku i pożałujesz - rzucił mną o twardy, oblodzony chodnik.
- Ja nie chciałam iść na policję, to rodzice.
- Chuj mnie to interesuje! - kopnął mnie z całej siły w plecy kiedy próbowałam wstać - Zapłacisz za to!
W tym samym czasie podbiegł Zayn i łapiąc go za kurtkę przycisnął mocno do ściany.
- Malik skurwysynie.
- Collins, ja cię ostrzegałem, ja cie kurwa ostrzegałem. Ale nie! - rzucił go na ziemie i okładał pięściami.
- Malik do cholery - chłopak nie dawał za wygraną.
W końcu dał spokój, Zayn wstał z niego podniósł go i trzymając mocno za kark podeszli do mnie.
- Mam cie więcej na swojej drodze nie spotkać. A teraz ją przepraszaj! - wskazał na moją osobę.
- Ani mi się śni - dyszał a Malik za te słowa przywalił mu kolanem w brzuch.
- Przepraszaj.
Podniósł głowę patrząc na mnie przekrwionymi oczami pod którymi były siniaki a z nosa leciała mu krew. Często się bił ale jeszcze nigdy nikt go tak nie  urządził.
- Przepraszam - Zayn puścił go a ten pobiegł w drugą stronę.
-Nic ci nie jest? - zapytał pomagając mi wstać. Stanęłam na równe nogi i ruszyliśmy w długą.

- Rozumiem że mu się należało.. ale chyba przesadziłeś - skrzywiłam się.
- Dostał jeszcze za starą sprawę, nie widzę problemu... i nie wiedziałem że ty też masz z nim coś wspólnego.
- No niestety, miałam. To jest ten który kiedyś pod klubem chciał mnie zgwałcić.
- Spojrzał na mnie przejęty - Mogłem mu mocniej przypierdolić.
- Jesteś bardzo silny - zabrałam jego rękę z moich ramion i odsunęłam się, nie powiem teraz się go trochę boję.
- Trenowało się kiedyś - zamyślił się i spojrzał na mnie - Ty chyba nie myślisz że mógłbym zrobić ci krzywdę?
- Nie - skłamałam.
- To dobrze - pocałował mnie czule w czoło.

***

- A więc mówisz że wyznawcy islamu mają troszeczkę podobną religię do naszej? - zapytała moja mama Zayna mieszając coś w garnku.
- Dokładnie.
- Te twoje opowiadania o tym, to świetna lekcja religii! - obdarzyła nas szerokim uśmiechem.
- To prawda, nie każdemu daję takie lekcje ale pani jest przeuroczą kobietą - zaśmiała się słysząc komplement.
- Lizus - powiedziałam cicho wytykając mu język.
- No co, trzeba jakoś przeżyć nie? - uśmiechnął się.
- John czy mógłbyś zostawić ten telefon w spokoju i zasiąść razem z nami do kolacji? - zawołała matula.

- Mamo, kolacja nie ucieknie, ale dziewczyna może to zrobić - spojrzałam na niego zadziornie.
- Oh Johnny! Nie chwaliłeś się że masz dziewczynę - mama była wręcz z niego dumna.
Spojrzał na mnie i przejechał palcem po szyi co miało oznaczać że mnie zabije.



Po kolacji poszliśmy do pokoi.
- Jutro znowu do szkoły - westchnęłam kładąc głowę na oparciu dużego, szarego fotela.
- No, znowu będę musiał patrzeć na krzywą mordę Michaela.
- Mój boże, jak wy się lubicie - przeciągnęłam sie i zmieniłam miejsce położenia na łóżko. Położyłam się na plecach wpatrując w sufit. Zamknęłam oczy i gdy je otworzyłam zobaczyłam przed sobą twarz chłopaka. Ujął moją dolną wargę w swoje i po chwili wsunął swój język i gładził nim moje podniebienie. Sielanka nie trwałą długo bo do pokoju wszedł mój brat i automatycznie się od siebie oddaliliśmy.
- Nie przeszkadzajcie sobie - podszedł do szafy i wyjął z niej laptopa.
- Ej.
- Chyba jesteś czymś innym zajęta - zaśmiał się i zamknął drzwi.

----------------------------------
- HEEJ! I jak rozdział? Podobał się? No mam nadzieję że tak. Nie miałam weny i w pisaniu przeszkadzała mi koleżanka (pozdrawiam Marcelinę xd) więc mogło jednak być słabo. Ale cóż.
Jest 18 rozdział. A następny prawdopodobnie we Wtorek.
Pozdrawiam ;**
KOMENTARZ  - WIELKA MOTYWACJA

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 17

23 grudnia - C.D

- Ja ciebie też skarbie. Widzimy się jutro. Tęsknię - czytałam sms'y z telefonu mojego brata - Haha! Nie no nie chwaliłeś się że masz dziewczynę - darłam się na cały dom uciekając przed John'em.
- Oddawaj! - w końcu mnie dorwał i zabrał to co do niego należało.
- No więc, kiedy ją poznam? - zapytałam kładąc ręce na biodra.
- Nigdy! Odpierdol się!
- Johnny, co ci jest? - popatrzyłam na niego dziwnie kiedy zdenerwowany z hukiem zamknął drzwi od swojego pokoju.
Wzruszyłam ramionami i zeszłam po schodach do kuchni.
- Co mu jest? - zapytałam mojej mamy rozmawiającej z Zayn'em.
- Nie wiem, jest taki od jakiegoś czasu - skrzywiła się.
- Pogadam z nim. Gdzie tata?
- Ciężko pracuje na awans, to dla niego bardzo ważne.
- A rodzina nie jest ważna?
- Oj skarbie, przecież dobrze wiesz że jest równie ważna - uśmiechnęła się tak jakby chciała ale nie mogła.
- Tak wiem, wiem. Może ja też pomogę? - zapytałam i spojrzałam na Zayn'a który kroił warzywa.
- Bardzo proszę - podała mi produkty z których miałam wykonać pudding.


24 grudnia 
5.30 PM


W kuchni moja mama przygotowywała ostatnią potrawę - indyka, ja włączałam płytę z kolędami, lekko ściszyłam, Zayn i Johnny ubierali choinkę. Była piękna, lampki w które była opleciona świeciły jak gwiazdy na niebie a czerwone kokardki wszystko dopełniały.

Ogólnie Brytyjczycy nie obchodzą wigilii ale u nas tak się przyjęło że jest to tak samo ważny dzień jak i pierwszy i drugi dzień świąt. Rozłożyłam biały obrus na dużym drewnianym stole po czym mój tata rozłożył pięknie wykończone sztućce i talerze. Matula położyła porcelanową wazę z  barszczem na stolę i zaczęła nalewać. Wszyscy elegancko ubrani zasiedli do stołu.
Tylko jedyny Zayn udając sie w stronę schodów powiedział.
- Więc wesołych świąt - uśmiechnął się.
- Zayn kochaniutki, czemu odchodzisz? - zapytała czule moja mama.
Zayn kochaniutki. Zayn kochaniutki. Chyba bardzo go polubiła.
- Ja nie obchodzę świąt. Wyznaję islam, jestem muzułmaninem - spuścił głowę.
- Ah! Więc tak, spokojnie. To przynajmniej usiądź z nami.
- Dobrze.
Podzieliliśmy się opłatkiem i zabraliśmy się za jedzenie barszczu.


25 grudnia 


- Zaayn! Wstawaj - krzyknęłam mu do ucha kiedy smacznie spał.
- Co? Pali się? - spojrzał na mnie ślicznymi zaspanymi oczami.
- Nie, nie pali się! Prezenty! Chodź!
- Ja już mówiłem że nie obchodzę świąt C.Z.Y.L.I też nie przyjmuję prezentów - położył z powrotem głowę na poduszkę.
- Ale ty też na pewno coś dostaniesz. Chcesz żeby moja mama i tym bardziej ja były smutne? - zrobiłam minę smutnego szczeniaczka.
- Dobra.
Wstał z łóżka, miał na sobie tylko krótkie spodenki i bokserkę. Pociągnęłam go za rękę w stronę drzwi.
- Stój do cholery tylko się ubiorę - wypowiedział zaspany
- Po co?
- Jak twoi rodzice zobaczą tatuaże to się przeżegnają.
- Ee tam! Chodź już! - zaśmiałam się, byłam taka szczęśliwa. Właściwie nie wiem czemu.
- O mój boże co za dziewczyna.
- I za to mnie lubisz! - wyszczerzyłam się
Zeszliśmy na dół i zobaczyliśmy stertę prezentów pod choinką, za nami wyszli rodzice i mój brat.
Rozdałam wszystkim prezenty, rozdzierając papier zobaczyłam śliczną, czarną sukienkę z koronkowymi rękawami do łokci.
John dostał bluzę z logo swojego ulubionego zespołu, moja mama piękne srebrne kolczyki a tata jak co roku - krawat, ma już ich całą kolekcję ale zawsze jest zadowolony kiedy dostaje kolejny.W jego zawodzie garnitur i krawat jest niezbędny.
- Zayn a ty co dostałeś? - zapytałam patrząc na zamyślony wyraz twarzy chłopaka.
- Nie wiem - powoli oderwał papier i otworzył pudełko.
Dostał... czarno-biały szalik.
- Zauważyłam że nie masz nic takiego, a na dworze zimno. Tak żebyś się nie przeziębił - skomentowała moja mama patrząc na Malika - Podoba się?
Może jest trochę staroświecka ale strasznie opiekuńcza i widać że bardzo polubiła Zayna.
- Tak, bardzo mi się podoba i na pewno się przyda - uśmiechnął się do niej.
- To wspaniale!
Widziałam że dziwnie patrzy na jego tatuaże. Nie lubiła takich ludzi, od  razu myślała o nich że to źli ludzie, ale chyba Zayn przekonał ją że nie zawsze tak jest.

***

- John co się dzieje? - siedziałam w pokoju brata próbując z nim porozmawiać - John do cholery.
- Nie rozumiem w ogóle co ty ode mnie chcesz!
- Chcę z tobą pogadać, jesteś jakiś inny, nie poznaję cię.
- Dużo się zmieniło.
- Czyli? - usiadł obok mnie.
- Ciebie nie ma, ojciec cały czas siedzi w pracy a jak wróci to cały czas się kłócą i potem ja obrywam. Mam ich dość!
- Johnny, pogadam z nimi. A teraz się uśmiechnij i powiedz mi jaka jest moja przyszła bratowa
- Uśmiechnął się - To jeszcze nic poważnego, na razie powiem Ci że ma na imię Kate.
- Uhm. Ładnie, mam nadzieję że jeszcze kiedyś ją poznam - wyszłam z pokoju i udałam się do swojego, gdy powiedział że jego dziewczyna ma na imię Kate od razu miałam na myśli moją przyjaciółkę.. ale to nie możliwe przecież oni się nienawidzili.

Zamknęłam za sobą drzwi i wlepiłam wzrok w Zayn'a siedzącego na łóżku i trzymającego ramkę ze zdjęciem. Usiadłam obok niego.
- Kto to? - zapytał a ja spojrzałam na zdjęcie.
- To mój brat Jack - po moim policzku spłynęła mała łezka.
- To gdzie on jest, nie przyjechał na święta?
- Nie Zayn, on nie żyje - rozpłakałam się.
- Keny, przepraszam nie chciałem.
- Nie wiedziałeś, miałeś prawo się zapytać- wtuliłam się w jego tors a on objął mnie ramionami.
Uspokoiłam się trochę i łkając opowiadałam.
- Pamiętasz te nasze zwierzenia kiedyś w nocy? Jak mówiłam że pod tym klubem John mnie uratował, wtedy cię  okłamałam to właśnie Jack to zrobił. Skłamałam bo nie chciałam się przed tobą rozkleić.
- Rozumiem - przerwał mi.
- Był starszy o 2 lata, martwił się o mnie, próbował wyciągnąć z nałogu i właśnie wtedy pod klubem. Jestem mu wdzięczna aż po dziś dzień. Lubił ostrą jazdę, nie raz miał wypadek ale zawsze jakimś cudem wychodził z tego mimo że było nawet zagrożenie życia. Pewnego wieczoru on i jego koledzy kompletnie pijani wracali z dyskoteki. Postanowili że pojadą samochodem. Jeden z nich wsiadł za kółko, była jesień, padało. Jechali tak szybko że wpadli w poślizg, uderzyli w drzewo. Wszyscy zginęli na miejscu. Nie mogłam się z tym pogodzić, miałam roczną żałobę, nie chciałam żyć. Po wizytach u psychologa jakoś doszłam do siebie i zrozumiałam...że już nigdy go nie przytulę.
Ponownie wybuchłam płaczem i przytuliłam się do chłopaka.
- Przykro mi - przytulił mnie tak mocno że myślałam że mnie udusi. Siedzieliśmy w ciszy, wtuleni w siebie chyba z 10 minut. Zayn podał mi chusteczkę i wytarłam mokre policzki





***

Szliśmy ośnieżonym chodnikiem prawie wcale nie rozmawiając.
- Gdzie idziemy? - zapytał.
- Zobaczysz.
W końcu doszliśmy do celu, przeszliśmy przez wysoką czarną bramę cmentarza.
- Cmentarz?
- Tak.
Przeszliśmy parę alejek, zatrzymałam się przy małym nagrobku, wyjęłam z kieszeni ciepłego płaszcza znicz i zapaliłam go.  Przetarłam rękawiczką litery które pokrył śnieg.
"Jack Williams
  Żył lat 17
  Zmarł śmiercią tragiczną
  Pokój jego duszy"
- Grób twojego brata?
- Tak, miejsce gdzie przychodziłam codziennie. Możesz sobie pomyśleć że jestem nie normalna ale przychodziłam i rozmawiałam z nim, opowiadałam mu jak było w szkole, co się wydarzyło, zwierzałam mu się.
- To normalne, rozumiem cię.
Posiedzieliśmy chwilę w ciszy patrząc na nagrobek i poszliśmy na spacer do parku.
Idąc przez odśnieżonym chodnikiem rozmawialiśmy.
- Więc już znasz całą prawdę - powiedziałam na co słodko się uśmiechnął  - usiądź tu a ja pójdę po coś na rozgrzanie.
- Okej.

Z PRSP. ZAYNA

Siedziałem na ławce patrząc w telefon. Było spokojnie dopóki jakaś dziewczyna nie wypieprzyła się na śliskim chodniku. Wstałem z ławki i pomogłem jej wstać. Miała intensywnie czerwone włosy i piwne oczy. Na stopach miała skórzane botki, na nogach leginsy i kurtkę w pstrokate wzory. Wyglądała jak klaun ale każdy ma inny gust.
- Dziękuję - spojrzała mi w oczy - Zayn?
- Taak, tylko jest problem ty znasz mnie ale ja nie znam ciebie.
- Ah, Kate jestem. Nie ma z tobą Keny?
- Jest poszła na chwilę - w tym czasie podeszła do nas Kennedy z kubkami parującej herbaty w ręku.
- Oo więc już się poznaliście.
- Tak jakby - odpowiedziałem patrząc na nią pytająco.
- To jest moja przyjaciółka.
- Aha miło mi - podałem jej rękę, odwzajemniła.
Usiedliśmy na ławce z kubkami herbaty.
- Boże kochana jak ja dawno cię nie widziałam. W ogóle nie dzwonisz ani nic.
- NIE MA TAKIEGO NUMERU - zacytowała jej Keny.
- A no tak! Zmieniłam numer, masz - podała jej karteczkę.
- Mam pytanie - wzięła łyk herbaty
- Słucham cię - odpowiedziała jej czerwono włosa.
- Nie wiesz czasem z kim chodzi mój brat?
- Doskonale tą osobę znasz.
- No chyba nie - uniosła jedną brew do góry.
- Pf. Kiedyś sam ci powie, ja się nie mieszam. Zmieńmy temat. Mam dla ciebie złe wieści kochana.
- Mów!
- Twój były grasuje, Mark wszędzie Cię szuka - spoważniała.
- Cholera.. spotkałam go ostatnio pod klubem miał racje mówiąc że jeszcze się spotkamy.
- Może cię nie znajdzie.
- Pomyśl czasem, on ma znajomości kilka telefonów i wie gdzie jestem.
- Masz przejebane.
Dziewczyny jeszcze chwilę gadały ale nie interesowało mnie o czym, paląc papierosa wpatrywałem się w dziewczynę siedzącą na przeciwko.
--------------------------------------------------------------------------------

Cześć! Rozdział krótki ale myślę że w miarę fajny. Dziękuję za przeczytanie i gorąco zachęcam do przeczytania również 18. Mój drugi blog został usunięty ale mam mega pomysł na nowy, chcielibyście? Historia naprawdę będzie ciekawa. Odpowiedź w komentarzu. Pozdrawiam ;*
KOMENTARZ - WIELKA MOTYWACJA 




sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 16

16 grudnia - czwartek

- Obleje to! Obleje na pewno! - darłam się na cały pokój.
- Nie denerwuj się - uspakajał mnie wciągnięty w treść książki Malik.
- Jak ja mam się nie denerwować?  Jak? Mi w przeciwieństwie do ciebie zależy żeby mieć przynajmniej 3.
- Przecież mi też zależy - nie odrywał wzroku od książki.
- Taa.. widać - odpowiedziałam ironicznie.
- No wiesz mi zawsze babcia mówiła że najlepszym sposobem żeby zapamiętać to przeczytać wszystkie notatki a potem się przespać. Więc jak? - oderwał wzrok od książki, uśmiechnął się szeroko i zadziornie poruszał brwiami.
- Albo ty źle to zrozumiałeś albo twoja babcia była zboczona.
Chłopak wybuchł głośnym śmiechem i wrócił do czytania. Ja natomiast wróciłam do tony kartek na których były zapisane najważniejsze pojęcia. Czytałam i czytałam i nie mogłam ogarnąć. Właściwie to ja już nie rozumiem czego w tym nie rozumiem. Ponownie zaczęłam panikować i machać nogami ze złości.
- Możesz być cicho? Próbuję czytać - Zayn popatrzał na mnie jak na idiotkę.
- A co czytasz? - wynurzyłam głowę z tony kartek.
- Książkę.
- No nie zauważyłam - zironizowałam - O czym?
- O I wojnie światowej.
- Od kiedy ty takie rzeczy czytasz?
- Wolę to niż jakieś głupie historie romantyczne.
- Ja tam takie książki lubię.
- No przecież  jesteś dziewczyną.
Pokiwałam głową, położyłam się na plecach i wpatrywałam się wtedy niezwykle ciekawy, biały sufit.
Po 10 minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę! - wrzasnęłam ochrypnięta.
Do pokoju wszedł mój pożal cię boże brat - John.
- Siema siostra, co tam?
- Nie najgorzej, a u ciebie?
- Jakoś się żyje, nudno bez ciebie w domu, tak cicho.
- No zapewne, nie ma kto broić. A co u rodziców?
- U nich w porządku. Przyjeżdżasz na święta?
- Nie wiesz nie przyjeżdżam- kolejny raz użyłam sarkazmu- ale tak naprawdę to z chęcią zostałabym tutaj w szkole, na myśl że te bachory będą się kręcić po całym domu to mi się nie dobrze robi.
- No tak, z kuzynami nie jest łatwo. A ty jak spędzasz święta? - Johnny zwrócił się do Zayna.
Co za debil.
Malik spuścił głowę ale odpowiedział mojemu wścibskiemu bratu.
- Hm, na rodziców nie mam co liczyć, dziadkowie mieszkają 300 km stąd. Zostaje mi tylko spać pod mostem.
- Jak to pod mostem? Czemu na rodziców nie masz co liczyć? - spytał ponownie John.
- Długa historia - rzucił książkę na szafkę nocną.
- Mam pomysł! - olśniło mnie - Może na święta przyjechał byś do nas?
- No to świetna myśl - przyznał mój brat.
- To jest święto rodzinne, a ja do waszej rodziny nie należę - oznajmił Malik
- To nie tylko święto rodzinne, kiedyś zapraszaliśmy nawet naszego nowego sąsiada, młody student rodzinę miał daleko. Nasi rodzice na pewno zgodzili by się ciebie u nas gościć, a moja mama na 100% była by zła jakby się dowiedziała że jest taka sytuacja a my cię nie zaprosiliśmy. - spojrzałam na niego z uśmiechem - prawda ? - zwróciłam się do brata.
- Całkowita prawda - przytaknął John - Więc jak? Święta u nas?
Zayn po chwili namysłu, podniósł głowę i odpowiedział.
- Tak, dzięki.
- To dla nas wielka przyjemność.

***

23 grudnia

- Zimno - oznajmiłam kiedy staliśmy zmarznięci na przystanku.
- Zdążyłem zauważyć - wyszczerzył się Malik.
Był dzień przed wigilią, miał przyjechać po nas mój tata ale miał jakąś ważną sprawę do załatwienia. Jak zawsze. Czekaliśmy na przystanku na przyjazd autobusu.
- Kennedy? - chłopak zawołał moje imię patrząc na rozkład jazdy autobusów - Będziemy tu czekać jeszcze pół godziny.
-Jak to? - tak jak on wlepiłam wzrok w zniszczoną, białą kartkę.
- Mam dla ciebie dobrą rade... nastaw sobie dobrze zegarek w telefonie.
- Kurwa... - chłopak wybuchł śmiechem.
Po 5 minutach zaczęły przychodzić kolejni ludzie.  W większości były to staruszki więc musieliśmy ustąpić im miejsca. Zostało tylko jedno, oczywiście Zayn zaproponował mi żebym usiadła, jaki gentleman. Siedziałam oglądając dokładnie moje kremowe wełniane rękawiczki, podczas gdy Malik oparty o przystanek, palił papierosa i wlepiał wzrok w duże zaspy śniegu, dzisiaj na szczęście nie padało. Większa część pasażerów stanowiły starsze panie które krytykowały to co robi. Słyszał to doskonale i zaczął się z nimi kłócić, z czego miałam niezły ubaw.
Wyzywały go od łobuzów i zatruwaczów środowiska a Zayn wcale się z nimi nie patyczkował.
- Zayn, choć teraz ty usiądziesz - wstałam z miejsca i ustąpiłam  mu miejsca.
On pokiwał głową na tak, usiadł, złapał moje biodra i posadził mnie na swoich kolanach.
- Głupie baby z epoki kamienia łupanego, kurwa - powiedział Malik.
- Ah te młode, tylko palenie i głupoty w głowach. Ty chłopcze nie jesteś za młody za dziewczynę? - zapytała jedna z chyba najstarszych pań.
- Nie - odpowiedział stanowczo i pocałował mnie namiętnie w usta, nie dało się tego nie odwzajemnić. W końcu nasze usta odkleiły się od siebie, uśmiechnęłam się do niego, jedna z nich miała się odezwać, ale chyba wszystkie zrozumiały że z Zayn'em nie ma się co kłócić
Po paru minutach przyjechał upragniony autobus.

***

Otworzyłam wysoką, ciemną furtkę od mojego domu rodzinnego i weszliśmy do środka. Już przy pierwszym kroku przywitał nas mój pies Fado, duży golden retriever. Przywitał mnie radośnie machając ogonem i głaskając go polizał kilka razy moje policzki, czego nienawidziłam, ale to i tak było słodkie. Potem rzucił się w stronę Zayna i zaczął lizać po całej twarzy.
- Dobra, już już! - krzyczał Malik
- Fado! - zawołałam psa, a ten na widok mojego palca który wskazywał na budę, udał się w jej stronę. - To dziwne, zwykle nie rzuca się na obcych z tak wielką radością, najwidoczniej ciebie nie da się nie lubić.
- Uwierz, mam wielu wrogów skarbie.
Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi, w końcu otworzył nam zaspany John.
- Kurwa, o 6.00 rano?
- Johnny, jest 11.25 - popatrzeliśmy na niego jak na debila.
- Co? - jego oczy automatycznie się rozszerzyły - Wchodźcie.
Weszliśmy do środka, założyłam moje miękkie, duże, różowe kapcie przypominające kotki. Zaynowi dałam podobne,  w kształcie samochodów.
- Poważnie? - popatrzył na swoje stopy.
- Nie jest tak źle - wybuchłam głośnym śmiechem.
- Wyglądam jak debil.
- I tak słodko w tych kapcioszkach.
- Ha. Ha.

Zaprowadziłam go na górę do mojego pokoju, były tam dwa łóżka bo zawsze przyjmowałam do siebie kuzynów.
- Proszę bardzo, twoje łóżko - wskazałam na nie - Rozpakuj się - tworzyłam pustą szafę - Ja idę zrobić dla nas wszystkich śniadanie.
- Dobrze.

- Gdzie są rodzice? - zapytałam brata, smarując bułkę masłem.
- Ojciec w biurze a mama u klientki.
Pokiwałam głową z zażenowania.
- To czym się zajmują wasi rodzice? - zapytał Zayn
- Tata jest, powiem ogólnie "biznesmenem" a mama krawcową. Szyje ubrania dla żon milionerów.
- Aha, smacznego - wzięliśmy się za jedzenie kanapek.

----------------------------
Dzień Doberek! I jak rozdział? Myślę że jest nudny ale mam nadzieję że się spodobał.
KOMENTARZ - WIELKA MOTYWACJA DLA MNIE


Także ten no... Jest dobrze xDD

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 15

Dziś obudziłam się, jak nigdy zadowolona, pełna życia i WYSPANA. O Yeah! Jest sobota, jest zajebiście, jest wolne. Czego więcej chcieć trzeba. Jak na środek listopada było naprawdę ciepło, założyłam granatowe rurki, do tego białą luźną koszulę i marynarkę szkolną. Na nogach miałam czarne Vans i udałam się na stołówkę gdzie było co sobota - śniadanie. Przy jednym z 4 osobowych stolików zobaczyłam Marthę i Mike'a. Pomachałam im i poszłam do bufetu po sałatkę którą prawie codziennie jadłam. Podeszłam do stolika i usiadłam na krześle obok Marthy.
- Nie przyszłaś z Zayn'em? - zapytał Michael biorąc gryza kanapki z żółtym serem który uwielbiał, sałatą i pomidorem.
- Y, nie. Wyszedł jeszcze przede mną, myślałam że przyszedł tutaj.
- Dziwne, pewnie zaraz przyjdzie, nic mu się nie stanie, raczej nikt go nie zgwałci.
- Bądź chociaż raz poważny - zachichotała Martha.
- To wbrew mojej naturze złotko - uśmiechnął się ukazując szereg białych zębów.
W końcu do sali weszła wyczekiwana postać - Malik.
- Oo, o wilku mowa a wilk idzie! - krzyknął Mike na co Zayn automatycznie, z sarkazmem się do niego wyszczerzył.
- Ta, co tam?
- Spoko - odpowiedzieli wszyscy zajęci jedzeniem. Po chwili moja można tak powiedzieć "przyjaciółka" oznajmiła.
- Hm, jest weekend może byśmy gdzieś zabalowali? - zaproponowała przełykając kawałek naleśnika.
- Jak zabalowali? Przecież my stąd nie możemy wychodzić - zaprzeczył Michael.
- Kto tak powiedział? W weekend możemy wychodzić tylko że nie zostajemy z soboty na niedziele nigdzie na noc. Możemy chodzić na imprezy i napić się alkoholu ale potem zrobić tak żeby oni nas nie przyłapali. Nie wiedzieliście?
- Ty nic nie mówiłaś - powiedzieliśmy i popatrzeliśmy na nią jak na idiotkę.
- No tak - zamyśliła się ale po sekundzie obdarzyła nas szerokim uśmiechem.
- No to jak można wychodzić, no to ja się wybiorę do mojej przyjaciółki, a na imprezę zdążymy się razem wybrać - odpowiedział Mike.
- Brown przestań pieprzyć, jaka przyjaciółka. Od kiedy ty kurwa taki skromny? - wygarnął mu Malik.
- Przyjaciółka, nie wyszło nam. Jakbyś mnie słuchał a nie chlał wtedy to byś wiedział - odszczekał się blondyn.
- A no to sory, zwracam honor.
- No to idziemy we trójkę? - spytałam.
- Ja jebe nigdzie nie idę z dwiema dziewczynami nie wytrzymam - odpowiedział Malik.
- Aż takie dziwne jesteśmy? - spojrzałam na niego pytająco.
- Żartowałem - wysłał mi buziaka w powietrzu - I tak nie idę, innym razem. Dzisiaj mi się nie chce.
- No to trudno, to idziemy we dwie może wyrwiemy jakieś ładne ciacha - Martha puściła mi oczko.
- No na 100% jakieś się trafią.
Chłopaki skończyli jedzenie a my z Marthą zostaliśmy jeszcze na stołówce i dokańczając śniadanie rozmawiałyśmy. Dziewczyna była tak pełna energii że nigdy odkąd tu jestem nie widziałam żeby tyle gadała. Opowiadała o różnych rzeczach wymachując rękami albo coś pokazując.


- Dopiero teraz zauważyłam... ty nie masz okularów. Czemu?
- Założyłam soczewki, jakoś tak lepiej się czuję i lepiej wyglądam.
- Według mnie w okularach i bez wyglądasz ślicznie.
- A dziękuję.


***

Umówiłyśmy się z Marthą że o 20.00 wyjdziemy na miasto. Według mojego zegarka była 19.05, zaczęłam się szykować - wzięłam prysznic, założyłam bordową sukienkę do połowy ud, złote kolczyki, bransoletki i inne akcesoria, na nogi założyłam czarne szpilki i zaczęłam się malować - nałożyłam cienką  warstwę fluidu, zrobiłam idealne kreski eyelinerem,zakończyłam nakładając cień do powiek, wytuszowałam rzęsy i pomalowałam usta szminką w kolorze mojej sukienki. Na koniec założyłam czarną marynarkę. Poprzeglądałam się
jeszcze chwilę w lusterku, podobałam się sobie co rzadko mi się zdarzało. Zawsze myślałam że jestem gruba i brzydka.
Po sekundzie do łazienki weszła wyszykowana już Martha.
- Gotowa? - zapytała kładąc ręce na biodra i szeroko się uśmiechając.
- No jasne! - zobaczyłam jej piękną sukienkę na ramiączka - trochę zimno jest, a ty bez niczego na ramionach.
- Własnie nie zabrałam z domu normalnej marynarki, może założę tą szkolną?
- Chyba cię ! Pożyczę ci, mam drugą - podałam jej ubranie, założyła ją i teraz wszystko było idealne - przezorny zawsze ubezpieczony - dodałam.
- No no.
Wyszłyśmy z łazienki i zwróciłyśmy się do Zayna który grał na konsoli w jakąś strzelanke, odwrócił się w naszą stronę
- O proszę! Pięknie wyglądacie.
- Dziękujemy.
Podeszłam do niego na co on wstał i położył ręce na moich biodrach.
- Więc, my idziemy i wrócimy późno więc na pewno o 23 się nas jeszcze nie spodziewaj. I bądź grzeczny. - zachichotałam.
- Dobrze mamusiu - pocałował mnie namiętnie w usta. Woow to było zajebiste!
- No to narazie.
- Pa.
Wyszłyśmy z pokoju i szłyśmy korytarzem do sekretariatu żeby powiadomić że wychodzimy, wszystko było zapisywane a na drugi dzień trzeba się było zameldować że się wróciło. Wychodząc z budynku poczułyśmy powiew ciepłego wiatru, na dworze było ciemno tylko latarnie oświetlały krótkie odcinki chodników. Idąc im dalej w centrum tym jaśniej zaczynało się robić.
- Wyjątkowo ciepły dzień jesieni nie?
- No.
- A tak właściwie to do jakiego niby klubu nas wpuszczą? Przecież nie jesteśmy pełnoletnie.
- Myślisz że w Londynie nie ma klubów dla nastolatków?
- Nie wiedziałam.
- Właściwie to prawie nikt nie wie. To są nielegalne imprezy.
- No cóż, kto nie ryzykuje ten nie pisze szampana - przyznała Martha - A tak w ogóle to widzę że ty z Zayn'em coś pomiędzy wami się ten teges dzieje, chemia.
- Ee, coś ty, nie.
- A niby co to było w pokoju jak się z nim żegnałaś? Hm?
- Nie wiem o co mu chodziło. No nie powiem że zbliżyliśmy się do siebie, zaprzyjaźniliśmy. Ale nic nie ma między nami.
- Okej, nie drążę tematu.
- I dobrze - wysłałam jej szeroki uśmiech.

***

Po 4 godzinach tańca z różnymi przypadkowymi chłopakami, byłyśmy totalnie wykończone i lekko podpite. Wyszłyśmy z klubu i stanęłyśmy roześmiane pod murem budynku. Zapaliłam papierosa i zaciągając się tytoniem, poczęstowałam Marthe. Skończyłyśmy palić a ja zgasiłam niedokończonego papierosa na ziemi. Nagle moje źrenice automatycznie się rozszerzyły gdy zobaczyłam znajomą mi grupkę chłopaków - to byli oni, moi "koledzy" z gimnazjum" udawałam że ich nie widzę i dziewczynie kazałam to samo. Wszyscy weszli do środka tylko nie jeden, spojrzał na mnie i podszedł. Zobaczyłam te same piwne tęczówki w których właścicielu byłam kiedyś zakochana na zabój.
- Cześć skarbie - wyszeptał mi do ucha.
- Nie chce cię znać, odejdź.
- Jak to? Słońce przecież byliśmy taką idealną parą - wiem że mówił to z sarkazmem - czemu teraz mnie odtrącasz?
- Mark proszę, nienawidzę Cię,odejdź.
- Dobrze kochanie. Ale pamiętaj... Jeszcze się spotkamy.
I tak po prostu odszedł.
- Kto to był? - zapytała zaciekawiona Martha.
- Jutro na spokojnie ci wytłumaczę. Wracajmy już.
- Okej.
Wróciłyśmy do szkoły, weszłyśmy normalnie, legalnie drzwiami. Na korytarzu nikogo nie było tylko jedna osoba - chyba woźna. Udałyśmy że jesteśmy najtrzeźwiejsze na świecie i udałyśmy się do pokoi.
Poczułam ulgę gdy zdjęłam sukienkę, szpilki i zmyłam makijaż przebierając się w piżamę. Poszłam smacznie spać.

*Następnego dnia*

O poranku gdy lekkie promyki słońca oświetliły cały pokój, przebudziłam się zadowolona i wypoczęta. Przekręciłam się na drugi bok, wtuliłam się w miękką fioletową pościel i otworzyłam lekko zaspane oczy, wtedy automatycznie się rozszerzyły, ponieważ ujrzały odwróconego w moją stronę Malika, na jego ręce i torsie były zajebiste tatuaże które zawsze mnie fascynowały. Wyglądał tak słodko i seksownie.

Obudziłam i szybko podniosłam głowę z poduszki rozejrzałam się na wszystkie strony mojego łóżka i byłam pewna.. to był na szczęście sen.
- Jaka ja jestem pojebana - powiedziałam do siebie.
- Dlaczego tak sądzisz? - usłyszałam głos Zayna, spojrzałam na pokój i zobaczyłam go przy szafie składającego ubrania i wkładając je na półki. To było dziwne bo on zawsze wrzucał je byle jak żeby tylko były.
- Dobrze się czujesz? - zapytałam
- Jak najbardziej. Jak tam wczoraj na imprezie?
- Fajnie - wstałam z łóżka i stanęłam przed lustrem w łazience, wyglądałam okropnie.
- Tylko tyle?
- No co mam powiedzieć.. no jak na imprezie, tańczyliśmy, piliśmy i tak dalej.
- Mhm.
- Boże, odkąd tu jestem mam strasznie popieprzone sny.
- Niech zgadnę, śniłem ci się? - oparł się o futrynę otwartych drzwi.
- Niee - skłamałam.
Albo ja jestem taka głupia albo on jest jasnowidzem. Podeszłam do niego i zamknęłam mu przed nosem właz.
Wzięłam gorący prysznic, przebrałam się i zrobiłam makijaż. Wyszłam  z łazienki, walnęłam się na łóżko i włączyłam telewizor.
- Nie idziesz na śniadanie? - zapytał Malik gdy ja skakałam po kanałach.
- Nie chce mi się.
- To ja też nie idę.
- Jak chcesz to idź.
- Wolę zostać z tobą - uśmiechnął się ukazując szereg białych zębów.
- No ok.
Powalił się obok mnie i razem zaczęliśmy oglądać serial "Mike&Molly"
- Michael jak będzie tyle jadł co teraz to też się tak roztyje - zaśmiał się.
- Nie wyobrażam sobie jego jako Mike'a z tego serialu.
- Szczerze, to ja też.
Minął ten odcinek, potem kolejny i przerwała go przerwa trwająca wieczność. Jak ja ich nienawidzę.
Malik złapał moje udo i przekręcił mnie twarzą do siebie, nasze twarze dzieliły milimetry w końcu Zayn złożył na moich ustach namiętny pocałunek. Rozkręciło się i z jednego pocałunku zrobiło się kilkanaście. Malik wsadził mi język do buzi, ta sielanka nie trwała długo bo do pokoju wtargnął Mike.
- Siema! - Malik spiorunował go wzrokiem. - Tak wiem, wiem przeszkodziłem, ale jest ważna informacja że po lunch'u mamy mały meczyk sprawdzający nasze umiejętności i trener będzie wybierał uczniów do reprezentacji szkoły.
- Ta zajebiście - zironizował Zayn.
- Czemu się nie cieszysz? Ja myślę że na pewno naszą trójkę wybierze.
- Skąd takie przypuszczenia? - spytałam.
- Bo przechodziłem obok pokoju nauczycielskiego i słyszałem co nieco.
- Wiesz że nie ładnie podsłuchiwać? - splotłam ręce na klatce piersiowej.
- Słyszałem a nie podsłuchiwałem. Dobra gramy w Sniper Elite!
- Dobra.

*Lunch*

- Ty zawsze jesz tą zieleniznę  - oburzył się Mike patrząc na moja porcje sałatki składającej się z sałaty, małych pomidorków, kawałków papryki i ogórka.
- Grunt to zdrowe odżywianie, chcesz trochę? - odpowiedziałam przysuwając miseczkę w jego stronę.
- Nie - odsunął ją.
- Nie to nie, nie wiesz co tracisz.
Jedliśmy chwilę w ciszy do czasu kiedy Martha jej nie przerwała.
- Kenny, wczoraj, nocą, pod klubem kto to był?
- Odłożyłam widelec na miseczkę i odparłam się o plastikowe oparcie niewygodnego niebieskiego krzesełka - Mój były, chodziłam z nim w gimnazjum - odpowiedziałam patrząc pod stolik.
- Ten co tu kiedyś był?
- Nie, to był Zack. A ten z pod klubu to Mark ale wolałabym o nim zapomnieć.
- Ah przepraszam - zrobiła smutną minę.
- Nic nie szkodzi - obdarzyłam ją szerokim uśmiechem żeby się rozchmurzyła.
Dokończyliśmy jedzenie i udaliśmy się do swoich pokoi. Dzisiaj był wielki dzień - oczywiście dla tych którym zależało na dostaniu się do reprezentacji szkolnej.
Szybko przebrałam się i pobiegłam z Zayn'em na boisko. Biegliśmy ile sił w nogach, ponieważ założyliśmy się że kto pierwszy dobiegnie do trenera temu przegrany stawia piwo. Szliśmy łeb w łeb do kiedy Zayn wywalił się przez rozwiązane sznurówki.
- Ha! Lamus! - krzyknęłam patrząc w tył.
- Eh - westchnął głośno wstając z ziemi i ponownie ruszając na przód.
Dotarłam na miejsce i zaczekałam na niego. Dobiegł i zdyszany powiedział :
- Dobra postawie ci to piwo.
- Położyłam ręce na biodrach i z szerokim uśmiechem odpowiedziałam - Na przyszłość... wiąż sznurowadła - pokazałam wzrokiem na swoje idealnie zawiązane.
- Następnym razem to ty mi będziesz stawiać piwo, zobaczysz jeszcze z tobą wygram.
- Powodzenia! - pokiwał głową i ustawiliśmy się w równym szeregu na zbiórce.
- Dobrze, teraz przeczytam kto dostaje się do reprezentacji. Zacznę od najlepszych zawodników do takich średnich bo najgorszych nie przyjmuję - powiedział nasz niby wyluzowany ale surowy nauczyciel. - A więc...
1. Kennedy Williams,
2. Zayn Malik,
3. Michael Brown,
4. Douglas Smith.
...
Trener wyczytał wszystkich którzy się dostali czyli 18 osób. Ale nadal nie mogę w to uwierzyć że na liście byłam jako pierwsza.
- Martha, nie dostałaś się? Przykro mi - podeszłam do siedzącej na trawie dziewczyny.
- A mi nie - wyszczerzyła się
- Jak to? - zapytałam ze zdziwieniem unosząc jedną brew.
- Ci co się nie dostali idą do drugiej reprezentacji.
- Jakiej drugiej?
- No w siatkówce, bardziej umiem grać w nią niż w piłkę nożną. Nie jestem za football'em.
- Jeśli w tym sporcie jesteś o wiele lepsza to życzę ci powodzenia - przybiłam piątkę z przyjaciółką.
Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w moją stronę i kiedy dobiegł tak mocno mnie przytulił że prawie upadliśmy na trawę.
- Jesteśmy w drużynie. I jesteśmy jednymi z najlepszych! - krzyknął mi do ucha.
- Tak, doszła do mnie ta wiadomość.
- Blondyn zaśmiał się i w końcu mnie puścił - Cieszysz się?

- Nie wiesz, nie cieszę się - odpowiedziałam z sarkazmem uśmiechając się do niego.
Odwzajemnił to. I podzieleni na dwie grupy, rozegraliśmy jeszcze mały, przyjacielski meczyk.


------------------------------

Cześć.
Nie spodziewałam się tylu komentarzy pod 14 rozdziałem, dla innych 8 komentarzy to może mało ale dla mnie to dużo, bo jeszcze tyle na tym blogu nie było. Bardzo Dziękuję. Naprawdę z wielką motywacją pisało mi się ten rozdział i mam nadzieję że pod tym również będzie tyle komentarzy. Życzę miłego weekendu :)
Pozdrawiam.  


  

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 14


Pogadaliśmy chwilę a potem Zayn włączył grę którą mu daliśmy. Graliśmy w trójkę chyba z pół godziny do czasu kiedy wszyscy nie zginęli...że w sensie w grze. Michael powiedział że zostawi nas samych i wyszedł. Jeszcze raz złożyłam Malikowi życzenia, tylko że te były bardziej rozwinięte, pogadaliśmy trochę i poszliśmy spać.
...

W nocy miałam straszny sen, śniło mi się że ktoś mnie goni a potem staję nad przepaścią i ten ktoś popycha mnie w dół spadając razem ze mną. Obudziłam się gwałtownie podnosząc głowę z poduszki przy tym ciężko oddychając. Uświadomiłam sobie że to tylko  sen, głupi wytwór mojej wyobraźni. Zobaczyłam że na łóżku nie ma Zayna ale dla pewności zawołałam jego imię. Nic. Nie było słychać chrapania, co u niego nie było normą. Może gdzieś poszedł. Nie chciałam go szukać ale jednak coś podkusiło mnie żeby przejść się obok wielkiego muru otaczającego szkołę. Wyszłam z budynku i kierowałam się wzdłuż muru. Było ciemno, prawie nic nie było widać. Włączyłam latarkę w telefonie która i tak słabo świeciła i przy okazji sprawdziłam godzinę. Była 00:15. Z natury byłam odważna ale co chwilę oglądałam się w tył czy ktoś za mną nie idzie. Każde szurnięcie liścia czy powiew wiatru wzbudzał we mnie lęk. Naglę coś zaczęło huczeć a w koronie wysokiego, rozłożystego klonu zobaczyłam świecące się na zielono oczy. To była tylko sowa. Po przejściu kilkunastu metrów zobaczyłam że coś a raczej ktoś leży na murze. To był Zayn ale dla pewności sprawdziłam.
- Zayn.. co ty tu robisz?
- Idź lepiej spać.
- Nie pójdę.
Wdrapałam się na wysoką budowle i położyłam się na plecach obok Malika. Mur był szeroki więc spokojnie zmieściły się na nim 2 osoby.
- Często w nocy tu przychodzisz, nie?
- Co noc. Leżę i myślę.
- O czym?
- Zastanawiam się nad sensem swojego życia.
- Każde życie ma sens. Nie mów tak.
- Moje nie ma...
- Też tak kiedyś tak mówiłam... czemu tak myślisz?
- Mam ci opowiadać całą historie swojego życia?
- Tak. Mamy całą noc. Powiedz.
- No dobra, jak chcesz. - zaczął- Więc jak wiesz w podstawówce zacząłem przyjaźnić się z Michael'em.. To może trochę gejowsko zabrzmieć ale byliśmy nierozłączni. Takiej przyjaźni jeszcze nigdy w historii nie było, zawsze się rozumieliśmy, pomagaliśmy sobie. Tacy grzeczni dobrzy chłopcy. Do czasu kiedy poszliśmy do gimnazjum - zatrzymał się żeby złapać oddech- wtedy się zaczęło.. narkotyki, picie, kradzieże. Razem napadaliśmy na sklepy elektroniczne albo na monopolowe bo na przykład nie chcieli nam sprzedać. Naćpani chodziliśmy po ulicach i biliśmy przypadkowych przechodni. Nie wiedzieliśmy co robimy. Ostatnia akcja była że tak powiem "najgrubsza". Napad na największy i najdroższy sklep z odzieżą. Wszystkie akcje zawsze się udawały, nikt nas nie rozpoznawał albo nikt nawet nie zauważył że coś ukradliśmy. Ale wtedy spokojnie spakowaliśmy do wielkich toreb po 10 rzeczy po 100 - 150 funtów. Wiesz ile to by było szmalu?! Kulturalnie chcieliśmy wyjść i uciec ale przed wszystkimi drzwiami wejściowymi stali umięśnieni ochroniarze którzy już wiedzieli co my tu  robimy. Zabrali nas do biura szefa sklepu i on zadzwonił na policje.  Że to był nasz jak to powiedzieli "pierwszy" taki napad i nie zamkną nas w poprawczaku ale pod nadzorem w szkole z internatem. I tak się tu ja i Mike znaleźliśmy. To będzie nam towarzyszyć do końca życia. Rodzice nie mogli na mnie patrzeć kiedy przyznaliśmy się im że były też inne napady. W dniu kiedy miałem tu przyjechać musiałem spędzić noc na ulicy.
Zaniemówiłam, ta jego historia.
- Wiedziałem że tak zareagujesz, chcesz to możesz się do mnie nie odzywać. - chciał wstać z muru.
- Nie zostań - na te słowa znowu się położył - To nie jest powód dla którego miałabym się do ciebie nie odzywać, nie mam 10 lat, każdy w życiu popełnia błędy. Nawet ja popełniłam taki błąd którego będę żałować do końca życia.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem unosząc brwi.
- Hmm.. skoro ty mi się zwierzyłeś to zasługujesz na to samo z mojej strony. Opowiedzieć Ci?
- Jasne.
- W gimnazjum nie mogłam sobie poradzić, nikt nie chciał się ze mną kolegować. W drugiej klasie miałam tego dość i postanowiłam się wmieszać w towarzystwo mojego brata. Pięcio osobowa grupa narkomanów i gangsterów ubranych na czarno. Spodobałam się im. Zaczęłam ubierać obcisłe ciemne dżinsy, skórzane krótki, bluzki z dużym dekoltem, albo bardzo krótkie czarne spodenki. Należałam do ich grupy, ćpałam z nimi. Mój brat po jakimś czasie wypisał się z tego i nie chciał dalej tego ciągnąć. Ale mi się to podobało i chciałam więcej. Oni byli tacy tajemniczy i przystojni. Wracałam do domu najarana, myślałam że rodzice nic nie wiedzą ale oni całymi nocami nie spali bo się o mnie martwili. Próbowali mi tysiąc razy przemówić mi do rozumu. Ale zawsze to do mnie nie docierało. Pewnego wieczoru, raczej nocy byłam tak naćpana że jeden z bandy który był moim chłopakiem chciał mnie zgwałcić. W tym samym czasie do klubu przyszedł mój brat John i mnie uratował inaczej nie wiem co by mi jeszcze zrobił. Johnny oczywiście musiał wszystko powiedzieć rodzicom, wtedy straciłam wszystko ich szacunek i zaufanie do mnie. Dwie najważniejsze rzeczy. Wysłali mnie i mojego brata do innego gimnazjum i zaczęłam wszystko od początku, już nie brałam i byłam dobrą uczennicą. Rodzice nie pozwalali mi wychodzić i kontrolowali każde moje związki. Także ten z Zack'iem, myśleli że on jest dilerem bo nasłuchali się jakiś głupich plotek. Dlatego się tu znalazłam.
- Cieszę się że tak szczerze sobie dzisiaj pogadaliśmy. Nawet nie wiesz jaką poczułem ulgę mówiąc ci to. - mówił gdy schodziliśmy z muru.
- Ja też się cieszę. - uśmiechnęłam się i zbliżyłam do niego.
- Słodka jesteś. - zaśmiał się i złożył na moich ustach namiętny pocałunek, odwzajemniłam to i jakby nigdy nic poszliśmy do pokoju.

**
Stojąc na środku pokoju Zayn pocałował mnie w policzek.
- Dobranoc Kennedy.
- Dobranoc Zayn.
I poszliśmy spać.

---------------------------------------------------------------------
Hej. Mam nadzieje że rozdział się podobał. Mógł być trochę mało ciekawy ale no cóż, jakoś ostatnio nie mam weny. Ale chyba jest to do wybaczenia :D Już nie będę wymuszać komentarzy, nie jestem taka ;) I... Pozdrawiam :**
PS. Jakby ktoś mógłby polecić mi w komentarzu jakąś dobrą stronkę gdzie mogę zamówić szablon to będę wdzięczna. Bo z tamtym zamówieniem coś nie wyszło i poszukuję gdzie indziej.

wtorek, 28 października 2014

BARDZO WAŻNE!


W zakładce "Bohaterowie" jest nowy "Michael" jest po prostu inne zdjęcie. Mam nadzieję że się zapoznacie z nowym Mike'm i zapamiętacie go inaczej wyglądającego. Z góry przepraszam za te wszystkie zmiany. 
Pozdrawiam. 

czwartek, 2 października 2014

Rozdział 13



*Kilka dni później*

Dzień przed urodzinami Zayna, przyszedł John. Ja akurat siedziałam i rozmawiałam z Malikiem po lekcjach w pokoju.
- Siemaaneczko! Sister!
- Johnny!
Wstałam z łóżka, poleciałam do brata i mocno go przytuliłam. Kiedy skończyłam Zayn z zaskoczoną, niepewną i pytającą miną patrzył na nas.
- Yyy Zayn to jest mój brat bliźniak John. - wytłumaczyłam. - Bracie to jest mój współlokator Zayn.
- Miło mi - odpowiedział mój braciszek.
- Mi teeż. B-b-bliźniak?
- No! Bliźniak.
- Wow, nie wiedziałem.
- Tylko Mike i Martha wiedzą. Ty nie pytałeś. Więc my idziemy na dwór pogadać. - skłamałam, wcale nie poszliśmy na dwór. Zamknęłam drzwi i poszliśmy prosto do Michaela.
- Hej Mike! To jest mój brat z którym rozmawiałeś niedawno.
- John.
- Cześć! Masz tą grę jutro wielkie święto!
- Mam, mam - wyciągnął z dużej kieszeni bluzy pudełko zapakowane w czarny papier z niebieską kokardką.
- Uuu sam zapakowałeś? - zapytałam brata
- No a co żeś myślała.
Mój brat równo i starannie opakował prezent jeszcze zrobił kokardę i w ogóle dobrał idealne kolory. No ja pierdole, nie do poznania.
- Dzięki, może ja to przetrzymam do jutra.
- No. Ile masz czasu Johnny? - ponownie zapytałam.
- Eee dużo, dzisiaj mieliśmy wolne w szkole więc mam caały dzień.
- Zajebiście! Oprowadzimy cię! - zaproponował Mike.
- Okej.
Oprowadziliśmy go na początku na zewnątrz szkoły potem wróciliśmy do środka. Szliśmy korytarzem pokazując mu poszczególne klasy.
- Emm to wy jesteście parą? - zapytał John.
Spojrzeliśmy się na siebie z Michaelem i wybuchliśmy głośnym śmiechem.
- Co?- ponownie głupio zapytał.
- Nie, nie jesteśmy parą. - wyjaśniałam.
- Ale jesteśmy można tak powiedzieć dobrymi przyjaciółmi. Codziennie się widzimy, siedzimy ze sobą w ławce i każdą lekcje mamy razem może nie przyrodę. - mówił Mike.
- Ahaa.
Oprowadziliśmy Johna dalej a potem poszedł do domu.

*Następnego dnia*

Na lekcji rozmawiałam jeszcze z Michaelem w sprawie niespodzianki dla Zayna. Na ostatniej lekcji jaką była Chemia nasza nauczycielka wyszła na chwilę pogadać z dyrektorem a Mike wpadł na jak on to powiedział... "genialny" pomysł.
- Kenny! Trzeba będzie go trochę wkurwić i mam pomysł!
- No nawijaj.
- Na korytarzu jak będzie szedł do pokoju przed moim pokojem będziemy się miziać, całować itd. I on wtedy będzie tak wkurzony, widzisz to? Jego najlepszy przyjaciel i przyjaciółka go zranili, sratatata nie?
- Czy ty już do końca...ochujałeś. Nie jestem jakąś puszczalską dziwką, z byle kim się nie yyy miziam?
- Przeczesał włosy i spojrzał na mnie podrywająco - no chyba ja nie jestem byle kto nie?
- Ygh. Dobra, ale to ma nic nie znaczyć. Gra aktorska w słusznej sprawie, nic więcej. Czaisz?
- Czaje, czaje.
Potem jeszcze obgadaliśmy parę kwestii i w końcu zadzwonił dzwonek.
- No to jak słońce, gramy!
- Tylko nie słońce, debil.
- Też cię lubię.
Stanęliśmy pod ścianą, na przeciwko drzwi od pokoju Michaela. Ja byłam od strony ściany, ten bardziej mnie do niej  przycisnął. Czekając aż Zayn będzie kierował się w stronę pokoju. Nareszcie Malik zjawił się a Mike zaczął. Na początku poczułam dotyk jego ust na mojej szyi i jego ciepły oddech, robił tak przez dłuższą chwilę. Potem złapał mnie za udo i trzymając je podniósł je do góry i oplótł moją nogą swoje biodro. Kątem oka zobaczyłam prze patrzy na nas wkurwiony Zayn i zaciska pięści, ale przygląda się dalej. Mike złożył pocałunki na moich policzkach ale potem przeszedł do ust. Wtedy Malik wszedł do pokoju.
- No już Mike przestań!
- Już, już.
- Poszedł, będzie nieźle poddenerwowany.
- Poddenerwowany to mało powiedziane. Ale potem zobacz jego zadowolenie jak dostanie prezent i dowie się prawdy. Wszyscy będziemy się śmiali z tego.
- No nie wiem.
Posiedzieliśmy godzinę u Mika żeby przeczekać sytuacje, a potem poszliśmy i zapukaliśmy do drzwi.
- Proszę!
Michael miał pudełko z prezentem za plecami tak że nie było widać o co nam chodzi. Weszliśmy a wtedy Malik wstał i ze wzburzoną miną krzyknął.
- Co to kurwa miało być to na korytarzu!? Czy ja o czymś nie wiem? KURWA!
- Spokojnie, Zayn zaraz ci wytłumaczymy. Ale najpierw wyjdziemy i wejdziemy jeszcze raz!
- Eee, ok.
Wyszliśmy i weszliśmy jeszcze raz krzycząc.
- Sto lat, sto lat! - Mike uniósł pudełko do góry i podał je Malikowi.
- Dzięki, ale nadal nic nie rozumiem.
- Bo widzisz to przed pokojem to było takie poddenerwowanie ciebie, i to właściwie nic nie znaczyło. Bo my już od tygodnia planowaliśmy tą niespodziankę, prezent przyniósł nam brat Kennedy.
- Mamy nadzieje że się spodoba. - dopowiedziałam.
Chłopak ostrożnie oderwał papier i widząc grę, jego oczy zabłyszczały zadowoleniem i wzruszeniem.
- Wszystkiego najlepszego stary! - Michael przytulił go po przyjacielsku i poklepał po plecach.
- Życzę ci... szczęścia - powiedziałam i chciałam mu dać buziaka w policzek ale ten nie miał zamiaru żeby mi pozwolić. On dał mi buziaka w usta.
Na co ja się zaczerwieniłam a Mike speszył.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej. Mam nadzieję że rozdział się spodobał i mam coś do przekazania.
Naprawdę dużo mam wyświetleń na tym blogu, no widać że czytacie ale jest minus że w ogóle nikt nie chce komentować. Tylko poszczególne osoby za co im dziękuję. Więc....
5 KOMENTARZY - 14 ROZDZIAŁ 
Pozdro.


sobota, 27 września 2014

Rozdział 12



Tego dnia pierwszy raz w historii zaspałam. Szybko się ubrałam i pobiegłam na pierwszą lekcję która już trwała 25 minut, oczywiście miałam wtedy takie szczęście że to była matematyka i prowadziła ją  najbardziej upierdliwa nauczycielka w tej szkole. Weszłam do klasy i poczułam na sobie wzrok wszystkich uczniów w pomieszczeniu i nauczycielki.
- Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.
- Dzień dobry, dzień dobry. Siadaj.
Usiadłam a ona dokończyła.
- Jako że to jest twoje pierwsze spóźnienie dostajesz tylko minusa,  znaj moją łagodność.
Żebyś ty kurwa kiedyś łagodna była to najstarsi górale nie widzieli stara jędzo. - pomyślałam.
- Hej Mike!
- No siema i co wymyśliłaś coś? Bo wczoraj wieczorem miałaś mi dać cynka.
- Siedziałam z Zayn'em więc już się nie urywałam nie? Jego brat przysłał mu PS3 wczoraj i możemy mu grę kupić.
- Czemu mi kurwa nic nie powiedział, dzisiaj wpadam na fife jak coś. No a jaką tą grę?
- Mówił coś o minecraft.
- No to zajebiście powiedz swojemu  bratu i działamy.
...
Po ostatniej lekcji czyli po w-fie poszliśmy do swoich pokoi wzięliśmy wszyscy prysznic i zaczęliśmy odpoczywać. Po 15 minutach tak jak mówił przyszedł Michael.
- Siemanko! Przyszedłem na fife!
- Mike tobie się jeszcze po wuefie grać w nogę na konsoli chce? Kocham nożną ale mam dość po dzisiejszym. Pan chyba miał zły dzień, dwadzieścia okrążeń chyba go pojebało.
- Ja bym tam jeszcze z  20 zrobił. - odpowiedział.
- No ja też - dodał Zayn.
- Jednak uciekanie przed glinami na coś się przydało! - zaśmiał się Mike
Malik spojrzał na mnie i klepną się w czoło. Ja wiem że oni za to że coś przeskrobali tu trafili a teraz Zayn się tego wstydzi. Nie chce zrobić złego wrażenia.
Graliśmy, graliśmy i graliśmy godzinami i nam się nie znudziło, graliśmy na zmianę i ku memu zdziwieniu bo nie jestem dobra w graniu w takie gry to wygrałam! W końcu Michael miał iść i zawołał mnie za sobą żeby zadzwonić do mojego brata.
- No to dzwonimy? - zapytałam.
- No tak! Ale ja mówię.
- Yy, okeeej.
Wykręciłam numer do Johna i po 3 sygnałach odebrał
* Rozmowa przez telefon*
- No cześć braciszku!
- No cześć siostrzyczko! Co chcesz?
- Od razu muszę coś chcieć, tak zadzwoniłam pogadać.
- No akurat, więc czego ci potrzeba?
- Dobra masz mnie. Pogadasz z moim kolegą on ci wszytko wytłumaczy.
- Ok.
Dałam telefon Michaelowi.
- Jestem Mike i wiesz jest taka sprawa bo współlokator Keny ma za niedługo urodziny i chcemy mu coś kupić a konkretnie grę na PS3 minecraft. Kupiłbyś? Bo my raczej się stąd nie urwiemy.
- Nie no spoko, minecraft na PS3 tak? A jakiś konkretny?
- Nie, standardowy, nie będzie miał tak dobrze z nami. My ci kasę zwrócimy jak przyniesiesz.
- No ok, na razie.
- Na razie!
*Koniec rozmowy*
- No i sprawa załatwiona! - jego uśmiech był zniewalający.
- Jeszcze nigdy nie widziałam tak odważnego chłopaka.
- A ja nie widziałem tak ślicznej i zajebistej dziewczyny. Cześć.
- Cześć.
Wróciłam do pokoju. Była 20.00 pogrzebałam jeszcze w telefonie i poszłam spać.

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 11



Wyszłam z klasy i udałam się do pokoju, położyłam się na łóżku i po minucie przyszedł Zayn.
- Nie jesteś u Mike'a?- zapytał ze lekkim smutkiem w oczach, nie patrząc na mnie.
- Czemu miałabym być u niego?
- Bo lepiej się z nim bawisz.
Podeszłam do niego i oplotłam dłońmi jego szyję.
- Z tobą też się świetnie bawię - uśmiechnęłam się.
- Ehe.
- Malik, teraz chce posiedzieć, pogadać z tobą... Nie z nim.
- Ok - powiedział to z taką niby obojętnością.
Włączyliśmy standardowo telewizor, położyliśmy się na łóżku Zayna i zaczęliśmy oglądać jak to Malik powiedział "serial horrorowy" czasami nie błyska inteligencją ale no cóż.
Po jakiejś godzinie kiedy program się skończył. Ktoś zapukał do drzwi i wszedł, był to listonosz.
- Pan Zayn Malik tak?
- No tak.- odezwał się
- Przesyłka do pana, proszę podpisać.
- Dobrze.
Chłopak podpisał i listonosz wyszedł.
- Co to?- zapytałam.
- Nie jestem pewny ale...- mówił powoli otwierając paczkę - Tak! - krzyknął wyciągając z pudełka czarne PS3 - Mój brat który mieszka w Bradford przysłał mi konsolę,10 gier i 3 pady, żebym się nie nudził. Zajebisty jest!... tylko bracia mi zostali - posmutniał.
- Ile twój brat ma lat?
- 22, a co?
- Nie nic.
- Szkoda że nie wysłał minecrafta nie wysłał albo medal of honor.
- No szkoda.
Interesowało mnie wszystko co "chłopackie" ale nie gry, ale może je polubię. W czasie kiedy on podłączał konsolę, wpadłam na pomysł. Pewnie zależało mu na tych dwóch grach, może były jego ulubione. Możemy mu jedną kupić!
- Zayn?
- Taak?
- Wolałbyś medal of honor czy minecraft?
- No właściwie mam prawie same strzelanki więc minecraft.
- Aha.
- Hmm to w co gramy? - pokazał na stos pudełek z płytami.
- A jakie tam masz?
- Kategorie : strzelanki, fifa, wyścigi i jakieś przygodowe lego.
- Jestem początkująca więc może lego.
- Serio? - odpowiedział ze skwaszoną miną.
- Noo
- Dobra, Potter, Batman czy Piraci z Karaibów?
- Piraci - odpowiedziałam zdecydowana.
- No to gramy.
Graliśmy cały wieczór, tak właściwie do 12 w nocy. I jednak przekonałam się do gier. To był jeden z najprzyjemniejszych wieczorów jakie przeżyłam w tej szkole.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
 Wiem że rozdział krótki, ale na pewno każdy z was ma lekcje do odrobienia prawda? Nie wyrobiłam się żeby dłuższy napisać. Kolejny rozdział prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu. Pozdro :D

poniedziałek, 22 września 2014

Polska Mistrzem!

Wczoraj oglądałam mistrzostwa i naprawdę jestem podekscytowana tym jak pięknie nasi rodacy grali. Pierwszy raz w historii ktoś pokonał Brazylię 2 razy na tej samej imprezie i to właśnie my! Ostatnio byliśmy mistrzami świata 40 lat temu i duże brawa dla polskich siatkarzy. Byłam wzruszona jak wręczali nam ten puchar oraz medale i wyróżnienia. Szkoda że Mika nie dostał żadnego wyróżnienia bo ja myślę że cudownie zagrał i nabił nam co najmniej połowę punktów. Polska Mistrzem! Brawo!!! Tyle z mojej strony. 














PS. Kolejny rozdział prawdopodobnie 23.09 wieczorem. Pozdro ;) 

wtorek, 9 września 2014

Rozdział 10



Gdy rano się obudziłam, poczułam że ktoś się na mnie rzuca. Szybko otworzyłam oczy i zobaczyłam że to Zayn.
- Kennedy wstajemy! - krzyczał.
- Co? Co jest? - mówiłam zaspana.
- Szkooołaa! Budzik ci nie zadzwonił!
- Co?! Już wstaje.
Chłopak zszedł ze mnie a ja szybko pobiegłam do łazienki. Wzięłam prysznic, umyłam zęby i umalowałam się. Po czym zobaczyłam że nie wzięłam ze sobą bluzki. Założyłam spodnie i w samym staniku poszłam do szafy. Zobaczył mnie Malik i oczywiście musiał dorzucić jakiś swój głupi,  nieśmieszny komentarz
- O proszę! Dzisiaj chodzisz prawie rozebrana, ciekawe co będzie jutro.
- Nic nie będzie, zostałam zmuszona wrócić się po koszulkę. Nie gap się!
- Dobraa..
Wzięłam pierwszy lepszy T-shirt, czyli czarną luźną bluzkę  z serduszkiem z koronki po środku. I wróciłam z powrotem do łazienki. Jak wyszłam wzięłam potrzebne rzeczy  i kiedy kierowałam się w stronę wyjścia, Zayn powiedział.
- Kenny.
- Tak?
- Bo wczoraj gdy ci to powiedziałem, nie usłyszałem pełnej odpowiedzi. To jak teraz będzie?
Odwróciłam się w kierunku drzwi nic nie  mówiąc. Nie chciałam odpowiadać. Nie wiedziałam co, nie wiedziałam jak.  Znamy się niecały miesiąc a ten mi kurwa wyskakuje że mnie kocha. Nie jestem taka żeby od razu się zgadzać. Z Zackiem przyjaźniłam się 2 lata zanim zaczęłam z nim chodzić.
- Odpowiesz mi?
- Zayn, dajmy sobie czas, lepiej się poznajmy- powiedziałam i szybko wyszłam z pokoju. Ta sprawa mnie poruszyła. Poszłam do Michaela.
- Hej Mike!
- Cześć Kennedy! coś się stało?
- Nie, nie ważne.
- Ok, wymyśliłaś coś w sprawie urodzin?
- Zapomniałam, nie miałam czasu o tym myśleć. Może dzisiaj coś.
- Masz czas do wieczora. Urodziny już nie długo. A ja jak wiesz w myśleniu to mistrzem nie jestem.
- No tak, dobra idziemy?
- Idziemy.
Weszliśmy do klasy i usiedliśmy jak zawsze razem w ławce. Gadaliśmy o wszystkim.Właściwie od zawsze lepiej dogadywałam się z chłopakami, miałam mało koleżanek. Jestem taką chłopczycą.
W końcu żyłam przez prawie 17 lat z moim bratem i raczej lalkami się z nim nie bawiłam. Zadzwonił dzwonek i do klasy wszedł malik, spuściłam głowę do czasu kiedy usiądzie.
- Pokłóciliście się? - zapytał Michael
- Nie
- Yhm.
Pierwszą mieliśmy historię. Od razu przyznam że diamencikiem z tego przedmiotu nie jestem. Ale ku memu zdziwieniu Mike jest najlepszy. Kto by pomyślał.. taki nieuk.
Dzisiaj z nim na każdej lekcji miałam totalną głupawkę. Zostaliśmy w sumie z 20 razy upomnieni przez nauczycieli. Ogólnie ten czas bardzo szybko minął. Postanowiłam że ten wieczór spędzę w pełni z Zayn'em. Wyjaśnimy sobie wszytko, pogadamy, porobimy coś.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem, wiem rozdział króciutki ale wolę pisać takie niż męczyć się z długimi. Pozdro :)